Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie pląsów-ci one sługą...
O łodzi gromado ty,
O wy okrętów przody,
Coście w tę naszą iliońską dal
Płynęły skroś słonej wody.
Skroś purpurowych fal,
Wzdłuż mnogich helleńskich przystani —
Coście, przy dźwięku
I fletni i piszczałki,
Przybywszy do brzegów Troi,
Powyrzucały swe liny,
Egipską sztuką kręcone:
Złej wy godziny
Po Menelaja przybyłyście żonę!
Zła was przygnała tu pora
Dla niej,
Tej nienawistnej pani,
Co w swej ohydzie całkiej,
Pełne sromoty,
Okryła hańbą Kastora
I toń Euroty —
Co się, tak było, nie boi
Pogrzebać ciebie, pięćdzisięciu dziatek
Ojcze Pryamie,
Co na ostatek
I mnie, Hekabę, złamie!
Biada!
Kogóż ja biedna mam tu za sąsiada
Agamemnona!...
Okrutnie ostrzyżona —
Włos padł żałoby ofiarą
Z mej głowy!