Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Inaczej znowu zbliska. Masz we mnie człowieka,
Co cieszy się, że znalazł dziś ojca... Atoli
Posłuchaj, co ci powiem. Mówią, że na roli
Ateńskiej lud osiadły jest tubylczym ludem,
Nie skądsiś sprowadzonym. Jakimże więc cudem,
Podległy dwom zarzutom, że jestem bękartem
I że mnie spłodził przybysz, mogę być, — otwartem
Powiadam ci to słowem — jakkolwiek szczęśliwy?
Tą hańbą ubezwładnion, żyjąc śród ich niwy,
Nazwany będę niczem, z niczego powstałem.
A jeśli piąć się zechcę, ażeby swem ciałem
Zaważyć nieco w mieście i być czemś, tej chwili
W pospólstwie gniew obudzę, będą mnie hańbili.
Gdyż mają wstręt do ludzi możniejszych. A zasię,
U zacnych, co, choć mają i rozum w zapasie
I wpływy, przecież cicho siedzą i na żadne
Nie pchają się urzędy, odrazu popadnę
W niemałe pośmiewisko: powiedzą wyraźnie,
Że brak mi jest rozumu, że się wielce błaźnię.
Gdy w mieście niespokojnem nie siedzę spokojnie.
Rządzący grodem mówcy będą też zbyt hojnie
Szafować uchwałami i szturmować do mnie.
Albowiem tak się zwykło dziać często ogromnie.
Że ci, co rządzą państwem, są najbardziej srodzy
Dla swych współzawodników. Jeśli też na wodzy
Swej chęci nie utrzymam i w progi się wśliznę
Bezdzietnej białogłowy, co dotąd tę bliznę
Znosiła razem z tobą, a teraz nadzieję
Straciwszy, jeszcze bardziej gorzko zaboleje
Nad dolą swą, jak mogę ujść jej nienawiści,
Gdy stanę obok ciebie, a jej się nie ziści
Pragnienie i na skarb twój, dzieci pozbawiona,