Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Więc raczcie spojrzeć mu w lice
I prosić, by w próg Erechteja
Pewna wkroczyła nadzieja,
By, gdy bóg wieścić rozpocznie,
Jasne już były wyrocznie
I dom ten, choć na ostatek,
Lubych doczekał się dziatek.

*

Albowiem szczęście li wtedy
Ludzkie usuwa biedy,
Li wtedy Bóg mu łaskawy
Pewne nadaje podstawy,
Jeśli kwiat bujnych dzieci
W naszych świetlicach zaświeci.
Jest wówczas przekazać komu
Świetny dostatek domu,
Który zdobyły mu przodki,
Jest zdrój rozkoszy słodkiej,
Jest komu chwycić za bronie,
Gdy kraj w nieszczęściu tonie,
Jest dla ojczyzny zbawienie!
Najbardziej sobie cenię
Dać dzieciom cne wychowanie —
Ono za wszystko mi stanie,
Za skarbiec niezwykle bogaty
I za królewskie komnaty.
Nic, mówię, życie nie znaczy
Dla wszego człeka, jeżeli
Bóg dziatwy mu nie udzieli,
A ktoby myślał inaczej,
Ten-ci jest na to skazany,
By mu nie skąpić przygany.