Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ADRASTOS.

Sam rany obmył ze krwi, wylanej bogato?

GONIEC.

Posłanie sam zgotował, sam ich nakrył płótnem.

ADRASTOS.

Dla męża cnego rodu przykrem to i smutnem.

GONIEC.

Przecz ma się dolą bliźnich bliźni zrażać człowiek?

ADRASTOS.

Ach! czemu razem z nimi nie zamknąłem powiek?

GONIEC (wskazując na Chór matek).

Daremny płacz i w tych tu żal rozbudzasz wielki.

ADRASTOS.

W tym względzie ja w nich widzę swe nauczycielki.
Lecz pójdę na spotkanie ciał z podniesionemi
Rękoma, pieśń zanucę żałobną, ku ziemi
Niech łzy moje pociekną. Przywitam swe druhy!
Pozbawion ich, utonę w tej boleści głuchej,
W tej pustce, śloz mych pełnej. Jedyna to strata,
Co nigdy już odzyskać się nie da, ze świata
Gdy zejdziem... nikt nie wróci życia człowiekowi,
Stracone inne dobro łatwo się odnowi.
Wychodzi.

CHÓR.

Tu szczęście, tam straszny znów los!
Sławą okrywa się gród
I wódz, co do boju go wiódł,
Podwójny zbiera plon.
Lecz dla mnie znowu bolesny to cios