Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Równości żądać większej dla państwa? Gdzie zbożna
Panuje wola ludu, tam i wybór młodzi
Ma zawsze lud pod ręką. Królowi to szkodzi,
Uważa on tę młodzież za wroga, uśmierca
Każdego, kto śmie myśleć. Tchórzliwego serca,
O tron swój wciąż się lęka. Jakżeż kwitnąć może
Ojczysty kraj, jeżeli ścina się jak zboże,
Zaledwie wykłoszone, wszelką siłę młodą.
Jeżeli ją się dusi w zarodku? Czyż szkodą
Nie będzie zbierać mienie dla dzieci i grosze
Li po to, aby władca napełniał swe kosze?
Czy warto córki swoje wychowywać doma.
By dla swywoli władcy rosła z nich oskoma —
Na łzy i żal rodziców? Umrę, a swych dziatek
W małżeństwo gwałtem nie dam, tę masz na ostatek
Odpowiedź na zaczepkę. Teraz gadaj dalej,
Z czem ciebie do tej naszej dzielnicy przysłali.
A gdyby cię nie państwo przysłało, nie przeczę,
Że wyłbyś za to wszystko, coś tu naplótł, człecze
Gdyż poseł, wywiązawszy się z zleceń, do domu
Powracać ma coprędzej. Na przyszłość niech komu
Innemu każe Kreon iść w poselstwie do mnie.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Fe! fe! Jakżeż to nieraz chełpią się ogromnie
Źli ludzie, którym szczęścia zwierzył los nie mało!
Snać myślą, że to szczęście wiecznie będzie trwało.

POSEŁ.

Już mówię. Co do sporu, tyś takiego zdania,
Ja całkiem przeciwnego... Poseł ci zabrania,
A z nim, to znaczy ze mną, cały lud Kadmowy,
W granice swoje wpuszczać Adrasta; gotowy