Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bądź przy tem, jeśli jest już, wygnać go w te pędy —
Nim zgaśnie promień boży —, usuwając względy
Na prośby i gałązki oliwne. Pozatem
Nie wolno brać ci trupów gwałtem, bo ni bratem
Ni swatem jest ci Argos. Jeśli mnie tej pory
Wysłuchasz, spokojnymi poprowadzisz tory
Łódź państwa; gdy odmówisz, wielka powódź wojny
Pochłonie nas i ciebie i ten hufiec zbrojny
Wszech twoich sprzymierzeńców. Rozważ to i zasię,
Nie będąc krzyw mym słowom, nie dawaj w tym czasie
Wyniosłej odpowiedzi, chociaż jesteś panem
Wolnego, mówisz, grodu. Złem jesz wyszukanem
Nadzieja, rodząc bowiem ponadmierną żądzę,
Niejedno zniweczyła już państwo. Nie zbłądzę,
Gdy powiem, że ilekroć wiec losować pocznie
Nad wojną, to odraza, widać to naocznie,
Z obecnych nikt nie raczy pomyśleć o sobie,
Że zginie, tylko zawsze w tym nieszczęsnym grobie
Umieszcza swoich bliźnich. Gdyby każdy człowiek
Tak lekko na tych wiecach nie odwracał powiek
Od własnej swojej śmierci, jużby kraj Hellady
Nie ginął w zawierusze wojennej zagłady.
A przecież ludzie znają różnicę pomiędzy
Pożytkiem a utratą, wiedzą, że od nędzy
Wojennej lepszy pokój, że on właśnie Muzy
Podnosi, że jest wrogiem żałoby, że śluzy
Radości on otwiera, widząc mnogość dziatwy
I bogactw pełne brogi. Przecz w sposób tak łatwy
My, ludzie nieopatrzni, bierzem się do wojny?
Przecz człek zabija człeka słabszego? Spokojny
Przecz gród ma padać w gruzy przez drugi? Ty, panie,
Chcesz wrogom przyjść z pomocą: zginęli na łanie