Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I tak zniszczyłeś gród swój. I los się twój sroży,
Boś uległ ludziom młodym, co, tylko w gonitwie
Za zaszczytami, bitwę wszczynają po bitwie
Wbrew prawu wszelakiemu i miasta niweczą:
Ten wodzem pragnął zostać, a drugiego rzeczą,
Tak mniema, zła nabroić, gdyż władzę ma w ręku,
Dla zysku znowu inny, a wszyscy bez lęku,
Że lud ukrzywdzić mogą. Wiera, trzy są stany
Obywateli: bogacz li żądzy oddany
Coraz to większych zysków, a bezpożyteczny
Dla innych, potem ludzie, co to, w nędzy wiecznej
Żyjący, wciąż zpodełba patrzą na bogaczy,
Zjadliwą k’nim zazdrością zieją, podżegaczy
Słuchając nieuczciwych; między nimi wreście
Jest trzeci, co porządku i praw strzeże w mieście,
Któremi lud się rządzi. I ja mam się oto
Sprzymierzać dzisiaj z tobą? Jakżeż ja to błoto
Upiększę przed mym ludem? Nie! idź, bracie luby!
Nie poradziłeś sobie, nie chciej dalszej zguby!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Pobłądził, ale błądzić wszak to rzecz człowieka,
Więc niechże już z litością serce twe nie zwleka.

ADRASTOS.

Nie po to ja przychodzę, bym miał w tobie sędzię
Mych nieszczęść, i jeżeli w jakimkolwiek względzie
Urażam cię, ty za to nie karć mnie, o panie,
A tylko mi dopomóż. Gdy się to nie stanie.
To juści muszę uledz twej woli... Cóż zrobię?
Podnieście się, staruszki! Zostawcie tu sobie
Gałązki te zielone, wełną owinięte,
I nuże na świadectwo wzywać bóstwa święte: