Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wprowadził ład, że ludziom wlał rozum do głowy,
Ze stanu zwierzęcego wywiódłszy, że, dalej,
Językiem nas obdarzył, abyśmy zdołali
Rozumieć się wzajemnie przez tego tłómacza.
I pokarm dał owocny i deszcz, co się stacza
Kroplami rzęsistemi z niebiosów i płody
Orzeźwia w łonie ziemi. Na zimowe chłody
Przyodział nas, ochronił przed żarami nieba,
Żeglugi też nauczył, aby kraj, jak trzeba,
Nabywał przez zamianę to, w co sam ubogi.
A zasię niewidzialne, tajemnicze drogi
Wieszczkowie odsłaniają, wróżąc nam z płomieni
I z trzew i z lotu ptaków. Jeśli człek nie ceni
Tych wszystkich darów bożych, które mu tak pięknie
To życie umilają, czyliż się nie zlęknie
Swej pychy? Lecz nas rozum wynosić nie umie
Nad bóstwo i my, ludzie, mniemamy w swej dumie,
Co duszę nam rozpiera, żeśmy nad tych w niebie Mądrzejsi...
Do tych głupców zaliczam i ciebie,
Bo nibyto posłuszny wyrokom Fojbosa,
Jak gdybyś nadoprawdy wiarę miał w niebiosa,
Swe córki dałeś obcym, kalając w ten sposób
Swe gniazdo, połączywszy się z brudem. A osób
Rozumnych nie jest godne, ażeby parały
Niezbożność ze zbożnemi, cnotliwemi ciały.
Li szczęsnych mają wwodzić przyjaciół w swe bramy,
Albowiem Bóg tak zrządza, iż doli tej samej
I jedni ulegają i drudzy: gdy ginie
Bezbożnik, to z nim razem w tej samej godzinie
I spólnik jego pada, acz człowiek był prawy.
Wywiodłeś Argejczyków na wojenne wrzawy.
Wróżbitów nie słuchając i wbrew woli bożej,