Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Poświęcić, by wzrok napaść wspaniałym widokiem.
Atoli podejrzana była rzecz już z tłokiem
Narodu, co w tem miejscu przemieszkuje świętem,
A który się gromadził bez końca, zamętem
Ulice niepokojąc. Agamemnonowy
Syn, kręcąc się po mieście, złowróżbnemi słowy
Podburzał wszystkich wokół: »Widzicie« — tak szepce
»Człowieka, co w świątyni, w tej skarbów kolebce,
Tak dumnie się przechadza pośród stosów złota?
Raz wtóry on tu bawi! Wzięła go ochota
Fojbowy zburzyć kościół!«... I poszły po grodzie
Pomruki i starszyzna, jaka jest w narodzie,
Poczęła wnet rajcować, a ci, których pieczy
Powierzon skarb kościelny, wzięli się do rzeczy
I straże umieścili wokół kolumnady
Świątynnej. My, nie mając żadnej o tem zwiady,
Poszliśmy wraz po owce, na parnaskiej hali
Wypasłe, a zaś z niemi myśmy się udali
Przed ołtarz w towarzystwie druhów i wróżbiarzy
Pityjskich. Wtem ktoś rzeknie: »Co u tych ołtarzy
Powiedzieć mamy bogu? Mówże nam, młodzianie,
Dlaczegoś tutaj przybył? O co twe błaganie?«
On na to: »Pragnę zmazać swą dawną przewinę,
Spełnioną wobec Fojba. W złą bowiem godzinę
Wezwałem go, by z śmierci ojca zdał mi sprawę«.
I tu się pokazało, jak silną podstawę
Potrafił sobie zdobyć Orestes, że niby
Mój pan mówi nieprawdę i że, bez ochyby,
Dla niecnych przybył celów... A zatem: do wnętrza
Wszedł wnuk twój, aby zanim zapadnie najświętsza
Wyrocznia, błagać jeszcze Fojbosa, wpatrzony
W ofiarny płomień ognia. Lecz z tej i tej strony