Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na scenę wpada

GONIEC.

Ojej! Ojej! O starcze! Co za wieść to sroga
Dla ciebie i dla druhów mego pana!

PELEUS.

Biada!
Nie dobre ach! przeczucie me serce opada!

GONIEC.

Odgadłeś już, Peleju! Niema między nami
Synaczka twego syna! Takimi ciosami
Ubili go Delfijscy i przybysz z Mykeny.

PRZODOWNICA CHÓRU.

O starcze! ach! co czynisz?

(Pelej się słania na ziemię)

Strata to bez miary,
Lecz powstań!

PELEUS.

Już mnie niema! Już mnie głos opuszcza,
Już mdleją moje członki.

GONIEC.

Chcesz-li, aby tłuszcza
Za śmierć tę zapłaciła, wstań i słuchaj dalej.

PELEUS.

O dolo! Jakżeż na mnie twe brzemię się wali
U kresu lat mych starych! O dolo jedyna!
Lecz powiedz, jakże umarł syn mojego syna,
Jedynak jedynaka? Rzeczy niesłyszane,
A przecież chcę je słyszeć, wytrzymam tę ranę!

GONIEC.

Skorośmy zawitali do przybytku Feba,
Trzykrotny obieg słońca było nam potrzeba