Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To mając za ohydę, niech twa godność zważa
Na moją! Zlituj-że się i nakształt malarza,
Zdaleka patrzącego, obraz mojej doli
Ogarnij! Dawniej pani, a dzisiaj w niewoli,
Tak dzietna, dziś bez dzieci, staruszka zgrzybiała,
Samotna, bez ojczyzny, którą niedyś miała,
Śród ludzi najbiedniejsza! Dlaczego odemnie
Odwracasz swoje kroki?... Wszystko nadaremnie!
Nic zdziałać tu nie zdołam! Czemu, jak wypada,
Człek wszystkie swoje siły w wszelką wiedzę wkłada,
A tylko, za zapłatę, nauczyć się wzbrania
Jedynej pani świata, tej przekonywania
Potężnej, wielkiej sztuki, aby z jej pomocą
Osiągnąć swoje cele, które nam się złocą
W przyszłości? Jakżeż szczęścia spodziewać się można!?
Gdzież są dziś moje dzieci? A ja? Dziś bezbożna
Niewola mnie przygniata, a z rodzinnej strony,
Z zburzonej mej stolicy płynie dym skłębiony!
Być może i to słowem daremnem nazwiecie,
Jeśli się do Kiprydy odwołam! A przecie
Uczynię to! Przy boku twym ma swe wezgłowie
Kasandra, córka moja, wieszczka, jak Frygowie
Nazywać ją przywykli... W jakiż sposób, proszę,
Odwdzięczysz się jej, książę, za słodkie rozkosze
Łożnicy? Jaką dla niej zgotujesz nagrodę,
A przez nią i mnie, matce? Patrz, te zwłoki młode!
Uczciwszy je, wszak uczcisz swojego krewniaka!
Mym słowom nie dostaje jeszcze żądza taka:
Bodajby przez Dedala lub też jakie bogi
Głos miały te ramiona, te ręce, te nogi,
Ażeby ich melodja, wszystkiemi wezbrana
Dźwiękami, mogła spłynąć pod twoje kolana!