Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/324

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O władco! O w Helladzie najjaśniejsze słonce!
Ulituj się nademną! Daj-że mi obrońcę,
Mściciela daj staruszce! Licha jestem, płona,
A przecież zrób to dla mnie! Mąż zacny ramiona
Podaje silne prawu i ściga zbrodniarze —
O tak! jak mu przystało, złem za złe on karze!

PRZODOWNICA CHÓRU.

O dziwno, jak na świecie wszystko się przemienia,
Jak prawo obowiązki tworzy i świadczenia!
Ten wrogiem był, a dzisiaj już przyjaciel drogi,
A kto był przyjacielem, idzie między wrogi.

AGAMEMNON.

Żal wzbudza we mnie dziecko to i twoja męka,
Hekabe! Żałość rodzi ta prosząca ręka
I, mając wzgląd na Boga, chciałbym krzywdy twoje
Na niecnym pomścić druhu, a tylko się boję,
By wojsko nie myślało, że Kasandrze gwoli
Chcę zabić pana Tracji. Jedna jest w mej roli
Wątpliwość: wojsko nasze ma władcę tej ziemi
Za druha, zaś zmarłego stawia między złemi —
Do wrogów go zalicza! Gdy za przyjaciela
Uważam ja te zwłoki, wojsko nie podziela
Miłości mej, to pomnij! Chętnie ci usłużę
I szybko, lecz me kroki nie będą zbyt duże,
Jeżelibym z Achajów spotkał się przyganą.

HEKABE.

Gdzież wolny człek na świecie? Rzeczą opłakaną,
Iż jeden słucha głosu pieniędzy, a drugi
Za szczęściem tylko goni, obaj nędzne sługi!
Dla tego tłum jest wszystkiem, tamtym przepis wzbrania
Sprawować się i działać według przekonania.