Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HEKABE.

Aby go rozsmagały dzikich fal batogi.

AGAMEMNON.

Zaiste, o nieszczęsna, los cię spotkał srogi!

HEKABE.

Zginęłam! Żaden ból mnie nie oszczędził, królu!

AGAMEMNON.

Ach! któż, ach! któż większego mógłby zaznać bólu?

HEKABE.

Nikt z ludzi, chyba tylko — sama boleść... Panie,
Dla czego ja cię tutaj błagam na kolanie?
Posłuchaj!... Jeśli mniemasz, żem ja tej rozpaczy
Jest godna, cierpieć będę. Lecz myśląc inaczej,
Mścicielem stań się moim, pokaraj zbrodniarza,
Co ani na niebiosa ni piekło nie zważa,
Lecz spełnia czyn haniebny, [on, co przy mym stole
Siadywał tylekrotnie i, w mych druhów kole
Najpierwszy, z mej przyjaźni korzystał, o ile
Korzystać tylko może gość, widzian tak mile.
A dzisiaj on mordercą! Zabił, pożałował
Mogiły, zamiast w grobie, w morzu go pochował!]
Jam tylko niewolnica, licha białogłowa,
Lecz przecież są bogowie, jest ich praw osnowa,
Co wierzyć każe w bogów i uczy, jak trzeba
Odróżniać zło od dobra. Gdy to prawo nieba
Ma niczem być dla ciebie i kara nie spadnie
Na ludzi tych zbrodniczych, co zdolni tak zdradnie
Mordować przyjacioły, hańbić domy boże,
To nic już na tym świecie ostać się nie może