Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że dla mnie tak najlepiej, nie myślę stać w drodze
I tobie i królowi. Sama się z tem godzę,
Że, pozostawszy tutaj, twojegobym domu
Zawadą przecież była, a tak zaś nikomu
Przeszkadzać już nie będę: uciekam więc sama,
Niech za mną dobrowolnie zamyka się brama
Koryntu! Lecz byś dzieci wychował, Kreonta
Racz prosić, by ich z tego nie wypędzał kąta.

JAZON.

Obawiam się, czy zechce. Lecz spróbować można.

MEDEA.

Więc niech się raczy udać twa małżonka zbożna
Do ojca, iżby dzieci nie wypędzał z kraju.

JAZON.

I owszem... Mam tę wiarę, że, kobiet zwyczaju
Trzymając się, mej prośbie nie odmówi ona.

MEDEA.

Ma pomoc przy tem wszystkiem jest ci zapewniona.
Podarki jej posyłam kosztowne bez miary —
Kto kiedy na tej ziemi widział takie dary? —:
Przepiękny płaszcz weselny i wian szczerozłoty
Podadzą jej me dzieci. Niechże te klejnoty
Natychmiast kto przyniesie — trza wydać rozkazy...
Nie raz się uraduje, nie! Po tysiąc razy
Szczęśliwą będzie owa niewiasta, co w tobie
Najdzielniejszego męża znalazłszy, w ozdobie
Bezcennej chodzić będzie, którą na swe wnuki
Rad przelał ojciec ojca, sam Helios, dopóki
Żyć będzie nasze plemię... Weźcie to, dziecięta