Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odniosła, jak przystało rozumnej niewieście,
Nad sobą! A wy, dzieci: już same niebiosy
Raczyły tu zarządzić, że o wasze losy
Zatroszczył się wasz ojciec godziwie: na przedzie
Staniecie śród Koryntian, tak wam się powiedzie
Przy braciach. Więc rośnijcie! Wszystkie inne sprawy
Na oku ma wasz ojciec i sam Bóg łaskawy,
Obyście do męzkości dobiegli wesołej
I poszli na zwycięzki bój z nieprzyjacioły!

(Do Medei)

Dlaczego toniesz we łzach? Czemu lico blade
Odwracasz znów odemnie? Odpychasz mą radę?
Dlaczego nie przyjmujesz moich słów radośnie?

MEDEA.

O dzieciach pomyślałam, przeto żal mój rośnie.

JAZON.

Ja zajmę się już niemi... Czemu płakać? Czemu?

MEDEA.

Przestanę się już troskać, ufam słowu twemu.

JAZON.

Dlaczego jednak z oczu płyną łzy ci słone?

MEDEA.

Kobiety myśmy słabe i do łez stworzone,
Jam przecież je zrodziła. Kiedyś wspomniał dzieci,
Myślałam, czy naprawdę szczęście im zaświeci,
Którego pragniesz dla nich. Z naszej dziś rozmowy
Wiem jedno, a zaś drugie wyznać ci gotowy
Mój umysł — racz posłuchać: jeśli mnie wypędza
Z tej ziemi rozkaz króla, widzi to ma nędza,