Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I idźcie z tem do księżnej. Radością przejęta,
Dar ujrzy niepośledni, przegodny podzięki.

(Służba przyniosła tymczasem podarki).
JAZON.

Dla czego, nierozumna, wypuszczasz to z ręki?
Czy niema dosyć sukien w jej królewskim domu?
Czy niema dosyć złota? Nie dawaj nikomu,
Zatrzymaj to! Jeżelim wart przed jej obliczem
Cośkolwiek i bez tego nie odejdę z niczem.

MEDEA.

Daj spokój! Podarunki są i bogom miłe.
Niż ludzkich słów tysiące, stokroć większą siłę
Ma złoto... Przy niej szczęście, nasza to królowa,
Bóg sprzyja jej zamiarom. Ja jestem gotowa
Nietylko oddać złoto, lecz życie poświęcę,
By dzieci na obczyźnie nie ginęły w męce.
Więc idźcie w dom bogaty tej małżonki świeżej
Ojcowskiej, a mej pani, i, jak się należy,
Błagajcie ją, podając ten płaszcz i to złoto,
By was nie wypędzano... Głównie idzie o to,
Ażeby własnoręcznie dary te przyjęła.
Spieszcie się i wnet sprawę zdajcie z swego dzieła.

CHÓR.

Nie mam już żadnej nadziei, by mogły żyć te dziecięta,
Śmierć nieuchronna je czeka, śmierć pewna,
I ona, nieszczęsna królewna,
Kosztownej przerada ozdobie.
Koniec zgotuje sobie
Straszliwy:
Na jasne swoje sploty