Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Cóż w tem za dziwy?
Zmarła c-i żona i świeża
Zmarła z nią miłość... Ha! łany
Ziemskie widziały już siła
Żon, które zjadła mogiła!

ADMETOS.

O drodzy przyjaciele! Wyżej sobie cenię
Małżonki mojej losy, niż me przeznaczenie,
Jakkolwiek by to mogło wydać się inaczej.
Nie dotknie ból jej żaden i mnogiej rozpaczy
Uniknie też na przyszłość. Ja, co żyć nie miałem,
Jedynie smutku doznam w mojem życiu całem,
Zboczywszy z drogi losu. Wiem-ci dobrze o tem.
Bo jakżeż ja wydołam wejść w ten dom z powrotem?
Do kogoż ja się zwrócę i któż mnie radośnie
Przywita, wchodzącego? Rozpacz moja rośnie!
Pomyśleć o tej pustce, pędzącej mnie z domu!
A łoże to małżeńskie! Niema go już komu
Zaścielać! A te stołki, na których ma żona
Zazwyczaj siadywała? A ta zaśmiecona
Posadzka? A u kolan mych spłakane dziatki,
Stęsknione za matusią! A służba, tak rzadkiej,
Tak dobrej żałująca gospodzy! Niestety!...
Tak w domu dziać się będzie! Poza nim kobiety
Tessalskie wzdyć spokoju nie dadzą — gromady
Białogłów mnie obiegną, nie ma na to rady.
Nie mogę odtąd patrzeć na mej żony druhy,
I wróg się jakiś znajdzie, który takie słuchy
Rozszerzać będzie wokół: »Umrzeć nie miał siły,
Więc żonę ten bezwstydnik zepchnął do mogiły!
I ojców znienawidził, nie chcąc umrzeć! Przyzna