Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Myśmy ich mieli – jak tych gwiazd promieni
A jednak posąg nie runął szatana!
Wyście widzieli tutaj dni ostatnie
Kościuszki, daliście cne mu ręce bratnie,
O! boście czuli czasem wróg i niewola
Wśród burz Alpejskich w klasztornem ustroniu
Ty wiesz te ziemia twa wolna, szczęśliwa,
I nie wiesz, pewno – że tam gdzieś daleko
Jest inna ziemia – wielkiem życiem żywa
Co co ćwierć wieku zrzuca trumny wieko
I staje wielka – na poległych błoniu,
I wstaje wielka – na poległych błoniu,
Nad którą ludy myją dłoń Piłata
I Ecce Terra!... – bluźnią dziejom świata
A inne ludy – to piekłem przestrasza!...
Amen wołają ustami Judasza! –
Tam jest kraina duchem nieszczęśliwa
O jest kraina, na której się błoniu
Krew męczenników lała w świętej sprawie
Dzisiaj na wrogów swych, trojańskim koniu
W łańcuchach siedząc – w przyszłość patrzy łzawie;
Jakich walk rozpacz biła w wrogów karki
Starcze! nie będę tobie marnie gwarzył,
Jak święty węgiel w sercach nam się żarzył,
A choć ten ciężar runął nam na barki,
Czujem że kto lud zabić tu zamarzył
Ten był najgłupszym wśród piekła szatanów
Choć najpodlejszym – (gdy mógł być) z tyranów!
Bo od rozbioru i barskich zapasów
Przez Kościuszkowskie proroctwa i cudy
Samosierry piekło – z zbrodni czasów,
Do Belwederskich wulkanów powstania
Świętem stuleciem – tem niech dumna ludy
Będą – żyły w tym wieku zarania,
Bo choć noc jeszcze chwyciła go w szpony,
Wiek ten jak arfa olbrzymiemi stróny,
Której naciągnął – duch miast strón – pioruny
W wieczności będzie grzmieć – i swemi łóny