Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


To oko młode – tak pełne zapału
Czemuż w klasztorne zabłądziło mury?
Czy świat za ciasny był myśli ponurej,
Co błyska jasna jak ostrze kindżału...
Z piersi się głuche wymknęło westchnienie –
Zadrżał jak gdyby nim jakieś wspomnienie
Gronem zatrzęsło – i zapadł w milczenie...
Taką twarz słońca gdy zalśni po burzy
A grzmot konając jeszcze w dali wtórzy –
Chodząc po celi w długiem zamyśleniu
Niewiedząc o tem – pieśń cichą zanucił –
Co się rozbiła drżąca – i w sklepieniu
Wisząc – głos echem w piersi mu powrócił.


PIEŚŃ II.


      Życie me migło zygzakiem wśród burzy
Co nad porankiem blizką światłość wtórzy
Choć ono zgaśnie w ciemności przedświcie,
Ranek z chmur nocy wyłoni swe życie!..

Jak twarz dziewicy były moje chwile,
Co w głębiach fali zwierciedli się mile
Woda zmąciła fal jasne zwierciadła
I twarz anielska na wieki pobladła!..

O cicho – cicho!.. moje powiernice,
Wy drżące gwiazdy stepowe strażnice
Dumnie waś kocham – jak stepów mogiły
Boście nad ziemią moją mi świeciły...

O gwiazdy moje!.. wy świecicie teraz
Gdy ja daleko – wy widziały nieraz