Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/430

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wtedy się kocham w tobie — i z miłością syna
Rzucam się na twe łono!... a twe czarne bryły —
Dumają we łzach cichych —
Wodospadów siły
Ciszej grają — ty mówisz do mnie — o! jedyna!...
Wtedy płaczę przed tobą — i piersi rozdzieram,
I najtajniejsze tajnie serca ci roztwieram,
A ty harmonią życia i gwiazd promieniami
Zapełniasz jedną duszę — wielkimi duchami
Co wstają we mgle dziejów — na szczyty je wzywasz —
Że się zrywam i w arfę biję! —
A ty śpiewasz!...


VI.

Pytam ludu — skał pytam, o tej chwili dzieje,
Kiedy górskie orlęta, broniące swą ziemię,
Spadły za swoich turni na Mongolskie plemię
Jak piorun co śpi długo w chmurach, aż zaśmieje
Się w pomsty śmiech!...
O — trwoga — !
Tam nad ogniskami
Mrowie czarnych potworów z małemi ślepiami
Wrzasku ciche doliny napełniły grzechem,
Co śmiech szatana, w sercach ludu brzmiał echem —
I z swych turni górale, z nożami, toporem
Rzucili się jak ślepi w przebój na tłum dziki,
I bój wrzał od południa — w noc — aż hordy krzyki
Jękły — a lud wziął górę nad szarańczym tworem
I drzewa z turni pchnięte, gniotły najezdniki
A na stosa trupów księżyc przeląkł się wieczorem!...


VII.

Czy to jeszcze wre bitwa! noc opadła skały —
Nie, to huczy Dunajec — po trupach wezbrany,
Po stosach ciał i kości krwawe pędzą piany,
Tu śpią hordy co w strasznej bitwie gardło dały...