Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/431

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Noc jasna rozwidniała skał ponure czoła
A łożysko Dunajca trupami zasłane
Wezbrało — i swym rykiem, dzikie, rozhukane
Urąga im — i chwali krwawych pomst anioła!...
Tak długo po ich trupach płyną mętne fale,
Później kości ich w słońcu nad śniegi zbielały
I Trupie głowy w słońce wzrok powyszczerzały,
A nad niemi krzyk orłów gubi się na skale
Po szkieletach kaskady szumią w wściekłym szale
Po wiekach — w Kościelisko — kości skamieniały!...


VIII.
KRAKÓW.[1]


Obyś tak kiedyś ... Amen! dokończ ty narodzie!...
Gdy w miedź czoła ich strzaskasz twe pęta w swobodzie!
Lecz idźmy dalej!... dziki wąwóz tuż przed nami
Tu skamieniały myśli — Boga przed wiekami!...
Czy to droga ku piekieł bramom chaotycznym?
Czy to Olimp strącony potęgami krzyża
Hardy ogromem swoim czoła nie uniża?
Czy sen potworów, przed dniem Apokaliptycznym?...
Tam w górze co za olbrzym wśród mgły rannej wstaje?
Te wieże? te kopuły?... dzicz! zaklęte światy!...


PRZEWODNIK.

To Wawel![2] to Maryacka wieża niebo kraje,
Łzy ciche z śniegów tutaj rosną skalne kwiaty —
Tu — kleniem! bo w tym świecie gasnących promieni
Bóg mówi do człowieka — przez usta — kamieni!...


IX.
POD SMYTNIĄ.


Tu na olbrzymim głazie lubię paść znużony
I okiem tonąć w cuda rozlane bez miary —

  1. Kraków — tak zwany wąwóz przy kościelisku dla podobieństwa jego do wież zamczyska.
  2. Górale każdą ze skał nazywają imieniem wieżyc Krakowa w tym wąwozie. —