Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/429

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O naturze co siostrą ducha z pól piołunów,
I anielstwie niebosów co krwi dają czarę...
Czytam w tobie z zachwytem o natury księgo!..
W górze Zbójeckie[1] izby — Stoły — a tam — Sowa
Jak szatan skamieniały — dalej Trupia głowa
I Organy, grające milczenia potęgą!...
Kościelisko — to kościół najpierwszy na ziemi,
Co Bóg sobie zbudował wśród dzikiej natury,
A tu go chwalą lilie — orły, lasy, góry —
Fale — burza — i cisza z piosnki pastuszemi...
A kiedy burza zbudzi las do wichrów skory,
To w kościelisko Boże — prawią się nieszpory...


IV.

Grody całe zaklęte w głazy Tytaniczne,
Ogrom pod ogromniejszym Zina się ogromem
I tak w niebo się piętrzą kolosów rozłomem
Stolice duchów — burzy szczyty błyskawiczne...
O potęgo natury! tyś przerażająca!
Kiedy okiem potoczę po licach tej ziemi
Rozumiem Cię człowieczą łzą, tchnieńmi niememi,
Lecz i ty mnie rozumiesz wtedy — ty milcząca!
W tobie jest świat proroczy, co nieraz pytanie
Rozwiąże mękom ducha, bóstwa ideałem!...
Jak gruzy wielkich myśli głazy twe w zaranie
Śpiewają tu przez wieki milczeniem wspaniałem
Nad wszelkie głosy, wieczność! której tu niestanie
Pieśni śpiewać — lecz ją dośpiewa — Zmartwychwstanie!


V.

Kiedy w świecie twych urwisk stoję jak zaklęty,
Straszno mi przed ogromem twoim o naturo,
Lecz kiedy zgaśnie słońce — a księżyc nad górą
Jak łza twórcy zawiśnie, w ciemnościach poczęty...

  1. Zbójeckie izby, i t. d. imiona skał. —