Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/401

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I patrzy jak po szybach wężykiem biegł płomień,
A w popicie biegunko tłum iskierek rośnie...
Lecz on utonął martwo w chaosie zapomnień,
Patrzył w niebo – tam chmurno i wicher na świecie –
Widząc, że dziecku ciepło, cieszył się jak dziecię.



PRZENOŚNIA.
(Z VICTORA HUGO.[1])

Zmierszch zapadał – wieczorem cichym, uroczystym,
Herman rzekł do mnie: Jakie wyznanie twej wiary?
Jaka zasada godłem twej duszy wieczystem?
Mów – czyliś sam dla siebie – olbrzymem twej miary?...
Jeźli twe pieśni nie są pianą świata marną,
Jeźli twe strofy nie są mgłą wyziewu parną,
Co na śmiecisku nicości
Wstaje i spada – w ciemności,
Jeżeliś nie jest duszą zwątpieniem schłoniętą,
Jakiż jest znak widomy wiary, co Ci świętą?...
Rozmyślaczu, co wiedziesz z postępu drogami,
Przecz się Bogu niemodlisz w kościele?
Lasami
Szliśmy obaj przy sobie, taką nocną ciszą,
W której słowa szmer listków – listki szmer słów słyszą –
Rzekłem mu: modlę się. – W jakiej modlisz się świątyni?
Spytał Herman, gdy jasną masz w twej duszy wiarę,
Jaki kapłan tam świętą modlitwy ofiarę,
I przy jakim ołtarzu, gdy się modlisz – czyni?...
Kościół?... błękitów sklepienie!
A kapłan – w tem niebios przestrzenie
Srebrnym buchnęły blaskiem – księżyc w pełni krasnej
Jak wielka, hostia wzniósł się na przestrzeni jasnej,
A w ciszy wszystko drżało – zwierz, drzewa, natura –
Rzekłem – wskazując niebo – co srebrzyła chmura,

  1. Contemplations.