Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/377

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dzięki ci Panie, żem nieszczęśliwy,
Bo choćbyś szczęście dał duszy,
O! jakże mógłbym tu być szczęśliwy
Gdy tylu cierpi — w katuszy?...
I drżał jak listek stulon w łachmany
A z dołów czaszki mu oczy
Jak lamp gasnących blask, lśniły ranny,
Gdy słońce jasność roztoczy...
I na pierś złożył chude rączęta
Z łzą w oku przypomniał sobie
Ojca i matkę, których pamięta,
Co gdzieś tam cicho śpią w grobie!...
A przed nim Chrystus na krzyżu krwawym;
Stał na ołtarzu rozpięty,
O! jak mu zimno! Rzekł głosem łzawym
Ranny i nagi ... o! święty!...
Ach! Oddałbym Ci moje łachmany!
Tobie tak zimno wśród świata,
Boże! Zbrodniami ukrzyżowany,
Za zbrodnie twojego kata!...
Na klęczkach pełznąc przypadł do krzyża,
Jął chuchać na Chrysta ciało,
Aby je ogrzać, i usta zbliża,
Do ran ... choć z zimna już drgało...
I rozgrzał piersi Boga skostniałe,
Bo Chrystus w uśmiech boleści
Zdjął z gwoździa rękę jedną — i małe
Chłopię przygarnął i pieści...
I rozgrzał drżące jak listek ciało,
I jasną rozgrzał mu duszę —
I chłopię co nań duszą chuchało,
Wziął wichrom i zawierusze...

A gdy je ludzie martwem zastali
U krzyża niemo klęczące,
Rzekli, ze zmarzło — i urągali —
I poszli grzać się na słońce...