Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/375

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ach! Westchnęła w kącie żona,
Niedość tu i Salomona
Dziw się świecie! gdybyś wiedział,
Z jakim trudem, co wieczora
Je obcinam, gdy jak zmora
Co ranka odrastają,
Pewniebyś tak nie powiedział...
(Piękny płaszcz pokory mają!)
Aż znużona, rozgniewana,
Rzekła, kiedy tak — to ale!
Niechaj sobie rosną w chwale,
Znajdę na to radę sama!...
Odtąd przemysłu użyła,
By ośle uszy modnemi
Wśród salonów uczyniła —
Co nietrudno przebiegłemi
Pomysłami dopełniła...
Odtąd ośle uszy w modzie,
Obywatelstwo zyskały
Odtąd w butnym rodowodzie
Łby się niemi przechwalały...
A co pysznych egzemplarzy
Jak na drożdżach naraz wzrosło,
Tego nikt z was niezamarzy,
Liczba była zbyt doniosłą...
A Pan mąż tryumfujący
Jako do sił wracający
Samson, z włosów odrastaniem,
Kolumnami trząsł salonów —
Żona za nim, dzieci za nim,
Wzięły uszy które z czasem,
Z szumem, fumem i hałasem
Stały się podporą tronów...
Sanktuariów ich nietyka
Pióro moje — jam chciał tylko
Dowieść wam tą krotochwilką,
Że nielada polityka
Była w głowie gładkiej Pani,