Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/359

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Śpisz moje życie?... o nie!... bo w koło
Choć wyją glosy dzikie i burzliwe,
One mijają zamyślone czoło
Jak zwykle fale za falami — senliwe!...
Walczyć i walczyć! pod walki znamiona
Zbiegły się duchy … jak na jasnych godach
Już poczynają bić serca w narodach!
O! stokroć wielki! Kto tkwiąc w zimy lodach,
Ku przyszłej wiośnie wytęża ramiona!...
O nie me życie! ty czuwasz! bo w świecie
Jest głos, glos jeden, co lutni stronami
Zbudzony — ciebie obudzi jak dziecię,
I lot uorli młodości piórami!
I myśl ta jasną wśród natury ciszę,
Gdy ciemność ducha rozświetli iskrami
Wspomnień przeszłości dzwony rozkołysze
I przyszłość wyśni — olbrzymów pracami!...
O duszo moja — ty jesteś jak woda
Spokojna — w której gwiazd swych milionami
Zwierciedli niebo cichemi cudami
W spokojnej głębi!... lecz w zdąsanym szale
Niech wietrzyk muśnie ukojone fale —
Już znikło niebo z gwiazd swych milionami
Wstają śpienione!... lecz — śpij życie — szkoda!...
Ty jesteś smutku dzieckiem i wesela,
Bo gdy łza błyśnie czasem z pod powieki
Lada wiew dobrej woli ją osuszy —
I znów dłoń drogiej ręki przyjaciela
Rzuci pociechy ziarno w głębie duszy!...
Zkąd już po burzy, której głos daleki
Pączek uśmiechu wygląda nieśmiało —
I słońce z chmury nową tryska strzała
Co stróżą lutni drży... w tajemny, lekki
Oddźwięk człowieka z naturą wspaniałą!...


Śpisz moja duszo? Drzym sobie głęboko,
W toni wszechświata nocny chaos Panem,