Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A gdy się zbudzisz — to pierwsza nad ranem
Wzleciawszy z psalmem skowrończym wysoko
Pobudź tu inne śniące snem spokojnym,
I zanim błyśnie poranek uroczy,
O! niechaj przetrą choć znużone oczy
I niechaj spojrzą tam! Po niebie strojnem!...
Tam świat strojniejszy, inny, lecz śpij duszo,
Ciemności więzów gwiazdy niepokruszą,
Potrzeba wschodu porannego słońca
A będzie jasno — od końca — do końca...!
O Polsko! gdyby tobie swych aniołów
Bóg zesłał hufce jasne piorunami,
Niebyłabyś ty Polską!... i cierniami
Niewiódł by twoich w ognie apostołów!...
O jasna! życie żywiąca żywiołów,
Gdyby tu ciebie i mak twych niestało,
Cóżby się z światem odkupionym stało?...
Własne olbrzymie poczujesz w twem łonie
I Samsonowe nieznane Ci siły —
I ludów mrowisk powstrząsasz mogiły,
O Polsko! matko ludów w słonecznej koronie!..


Śpisz moja duszo? o! drzym sobie jeszcze!...
Jeszcze daleko nasze rano wieszcze —
Jeszcze gdzieś światło w śnie twemi wyśnione
Na chmurkach drzymie pobłogosławione
Nim w sercach ludu — spadnie przeroszone!...
Ubierać szkielet w łąk majowych kwiaty,
Co zabłysnęły w dniach najpierwszych wiosny
Nie!... aż kościotrup świat — jak inne światy
Znowu ożyje swobodny! radosny!
I swej niewoli zdeptawszy znamiona
Jak skrzydła — naprzód! wyciągnie ramiona —
Lecz nim zawstydzi swą piersią twarz słońca,
Smutna ma dusza — smutna aż do końca!...

1858.