Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/358

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I pierś rozedrą szpony piekielnemi
Szkielet, zostawią — poleca!...
Choć one plony jak węgiel piekielny,
Jak z dziewicy trupa wianek,
Chociaż ich człowiek lęka się śmiertelny
Ja je pieszczę jak kochanek!...
I dusza moja pozostanie sama
Jak gmach Bogów spustoszały,
Jak brzoza zimy wichrami owiana
Której listki uleciały...
A z nocy rodzą się promienie zorzy —
A światłość w ciemnościach świeci,
O myśli moja podobnaś do róży
Co gruzy ludzkości kwieci!...
Lecz ty piękności jasna i bezkońca!...
Jak pierwsza miłość co dłoń na pierś splata —
Rzucam ci perłę jaśniejszą od słońca
I pocałunek — o!... nie z tego świata!...


SMUTNA MA DUSZA!
ELEGIA.

Smutna ma dusza, smutna aż do końca,
Jak ptak żałobny w odludnej pustyni,
Czasem zapali ołtarz swej świątyni,
Czasami błyśnie promieniami słońca...
I znów zapada w zwątpień czarne chmury,
Kędy się wiosna nigdy nieuśmiecha,
Lecz śmiech szyderstwa grzmi, jak grzmot, ponury,
Gdy usta dotkną trucizny kielicha!...
Śpisz moje życie?... czyż na dnie mej duszy
Umilkły glosy i wichry szalone?
Czy iskry uczuć pogasły zatlone,
Nic cię nie zbudzi — nie wstrząśnie — nie wzruszy?...