Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/357

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kochać! ach! kochać! młode serce woła,
Lecz zwykle w kolei życia
Szatan urąga się z doli anioła,
Anioł przy głazie bez życia...
A tak co kocha — od dni swych poranku
Dalekie i blizkie sobie
Jako dwa kwiaty, każdy w innym wianku
Osobno — giną w żałobie...
O! prędzej duszo! wszakżeś nieśmiertelna
Ty szydzisz z czasu i wieku,
Tu kładka życia — już trzeszczysz piekielna
Życiem — zwiesz życie człowieku?...
Niech w wyższym świecie wyższy duch ożyje,
Z zapomnień trując kielicha —
I niech oderwie od swej piersi żmije —
Pierś młoda burzą oddycha!...
Jak młode orlę u pustyni łona
Dalekie od ptasząt tłumu,
Z chmur ssie swe myśli — i pęka zasłona
Słońc — wśród wichrów lecąc szumu!...
I tak mu wolno! tak piersi szeroko!
Samotne — lecz wolne skrzydła
I w oczach słońca, orle topi oko
Bo Bóg nie kładzie wędzidła...
Samotność wyższa nad kraje obłudy
O! najdumniejsza to zbroja
Skrzydłem zapału powitałem cudy
Ja sam — a ze mną myśl moja!...
O! Melancholio!... z myślami twojemi
Milsze smętarne pożycie,
One oprzędą nitki pajęczemi
Mózgowe pleśni i życie!...
O! pojedź daleko — ramię przy ramieniu
Z strun brzękiem lećmy wysoko,
Krwawą daninę piekłom i cierpieniu
Spłaciło serce — i oko!...
Twe czarne myśli przed oczyma memi
Jak chmury kruków się zlecą —