Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/333

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Sen się w słowiczem gnieździe okrywa ciemnością,
Wtedy błyskasz nad ranem półsenną jasnością,
I stajesz nad mogiłą w lesie zapomnianą ,
Kędy śpi młodzian, w polu legły z orlą chwałą,
Ludzie dawno odbiegli – ty wieniec promieni
I z pereł rosy rzucasz snom jego przestrzeni…
O! płynie naprzód wędrowcze!
Niecofaj się tylko,
Kiedy nad oknem mojem błyśniesz wieczorami,
Składam arfę wezbraną harmonii tonami
ł niemą uczuć świeżych spowiadam się chwilką,
Ręce kładąc na piersi i tobie jednemu
Mówię, co usta z ludzi niemówią żadnemu,
Z ludzi co mi obmierzli jak stado szakali,
Od których wolę szuwar dziewiczy na fali !
Czy muszcząc warkocz grającej fontanny,
Zaplatasz złotych iskier girlandami,
Czy nad cichemi z za Karpat stawami
Powstajesz smętny jak czoło Dianny –
Witaj mi cichy przez błękit sunący
Jako łza Boga zwisła nad ludzkością,
Modlitwy ziemi na promień biorący,
Jak lampa dziejów nad wieków przeszłością,
O płyń naprzód księżycu! wędrowcze bez celu,
Jedyny towarzyszu mój i przyjacielu,
Ty najwierniejszy druchu mej dzikiej młodości,
Naprzód! naprzód! aż zginiem wśród nieskończoności!...