Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Znów jasno świeci i płynie, i płynie
O duchów cichej północnej godzinie…
Na grobie jego ma słowik swe gniazdo
I nuci jarom z pierwszą mroku gwiazdą,
Wśród dębów nocne kołują motyle,
Fiołki modlą się namiętną wonią
Cicho dokoła – słowiki hymn dzwoni,
I sarny pasą się – na tej mogile
W miesięcznej ciszy...




LUNA.
SZKIC ELEGICZNY.

Gdzie ty płyniesz księżycu, wędrowcze samotny
Jak młodość moja smętny, niemy, bezpowrotny,
Osłoniłeś się czarnym chmur wietrznych kapturem,
I płyniesz między gwiazdy z obliczem ponurym;
One patrzą na ciebie zamgloniemi oczy,
Lecz żadnej cię niewstrzyma wzrok tęskny, uroczy,
Bo ta, za którą płyniesz, daleko ... daleko!...
Choć niknąc w nowiu mrącą śledzisz ją powieką,
I nieraz noc zazdrośna kirem chmur burzliwych,
Przytłumi twarz twą jasną i w cieniach pierszchliwych,
Grzebie światło twe ciche, jak matki spójrzenie,
Co z góry na twych sierót spogląda cierpienie…
Ale przez chmur całuny płyniesz niewstrzymany,
Jak pochodnia postępu wiecznie naprzód! gnany
Aż noc szat chmur czarnych rozedrze na łonie
I z jej piersi wypływasz znów czysty – jak serce,
I łzawi się konwalii zapłacze kobierce
I lasy rozszumią – wstaną kwiatów wonie,
A noc uciekająca, w jasnych zórz koronie
Płaszcz swój tkany gwiazdami gdy wlecze za sobą,
Ty pocałunkiem pereł sznur, co na jej szyji,
Rozrywasz – i ku ziemi spadają z żałobą
Rosą na lica fiołków, w których czasem żmiji