Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O! boś ty runął podobien kolumnie
Co rosła wieki – by runąć z wiekami!
Dumne twe czoło, w liści wianek świeży
Za tobą już – ten czas co bieży –
O! i czemże są te bóle namiętne,
Walki – i żale, dzieła ludzi smętne,
W obec wieczności, co nad wszystkiem leży?...
I burzyć tylko jest człowieka losem –
Co tworzy, jemu nieodpowie głosem!
W pogwizdach burzy, z łona chmur grom śmierci
Twojej potęgi, w twe biodra uderzył,
Lecz jedną gałęź rozdarłszy na ćwierci
U stóp twych konał – tyś go hardo zmierzył...
Burza szamocząc twemi gałęziami,
Siłą oporu wzmacniała konary
I szamotałeś się z nią groźny, jary
Wznosząc gałęzie w górę konarami
Tak najeżony – gdy burza poczyna
Wyć, taką grozą dziką rozdąsany
Jak cień pradziada z grobów wywołany
Co pokarlałe wnuczęta przeklina…
I szumiąc liściem, czołem trząsłeś śmiało
Bo w dół twej dumie patrzeć nie przystało…
I burza wściekła, uchodząc zawyła,
A wyciem swojem twój tryumf wtórzyła...
Pomnisz tej wiosny, gdy stopniały śniegi,
Ślepa moc dziko lecącej powodzi
Rwała twych braci, podmywając brzegi,
I biada tamom, wszelkiej biada łodzi,
A tyś samotny oparł się powodzi!
I uciekała jak przyszła zuchwała,
Pian swych wścieklizną twe stopy lizała...
Ale gdy przyszło trzech razem rębaczy
Z wyostrzonemi i na głazach topory,
Ugrzęzło ostrze w mchu siwym twej kory
I padłeś – olbrzym – że zadrżał bór cały!
Któż teraz przyjmie chór ptasząt tułaczy,
Co na gałęziach twoich gniazda miały?