Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z Bogów i ludzi, co brało w swe kleszcze –
Ale nad Sobą też rozpaczające,
Rozdzierające pierś!... siebie depczące !...
Jak gdyby jakąś silę przeczuwało
Co idzie! – – duchem, w proch zdepcze jej ciało –
I tem się zdała jego twarz przeklęta,
Jako negacya – w człowieku poczęta!...


∗             ∗

       Alkeos skoczył w łódź, uśmiech dziecięcia
Miał, co śni w piekłach wieczne wniebowzięcia,
Odtąd go ludzkie oko niewidziało,
Słów jego ucho żadne niesłyszało,
On chce na falach szukać swej Safony,
Na falach duszy swej , co nieprzeminą!...
Jak wód zwierciadło mętny, zamącony,
Duch już nad własną chychotał ruiną...
Tylko Mitylen rybaków czasami
Śpiew dziki trwożył pomiędzy skałami
Co gdzieś nad morzem przepadał nocami...
A pieśń ta była smętnością namiętna,
I namiętnością swoją dziko smętna:

PIEŚŃ ALKEOSA.

Podaj mi usta twe koralowe,
Podaj mi czoło twe jaśminowe,
A kiedy spalę ust twych korale,
                             Ust twych korale!...
To gazellowe podaj mi oczy,
Niech mi twój warkocz szyję otoczy,
Spal oczu błyskiem! Zaduś uściskiem,
                            Spal oczu błyskiem!...
Patrz!... tam śmierć kroczy! ślepe jej oczy!...
Śmierci daj jeszcze, W rozkoszy dreszcze
Tknąć ust różowych!... Ust koralowych!...
                             Ust kalinowych !...