Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O czyżeś nigdy niecałowała!...
Śmierci! ty śmiercią byś być przestała,
Życiem byś tchnęła! Na twoje dzieła!...
                             Na twoje dzieła!...
Jeszcze mi czarę podaj perłową,
Załóż mi wieniec świeży nad głową,
I ucisk dłoni!... Skroń tul do skroni!...
                             Tak – skroń do skroni!...
Teraz chodź śmierci jeźli masz siłę
Zabierz nas razem w jedną mogiłę...
Zawistne Bogi, Olympu progi
                             Klną – o! dzień błogi!...
Uchodzisz!... zlękłaś się mnie spłoszona
Cha! cha! cha!... Śmierci! śmierci szalona!...
Ja Cię przeklinam! Bo żyć poczynam!
                             Znów żyć poczynam!...




Oto na stosie cyprysów zielonych
Na różach białych i różach czerwonych,
Tam śpi wiosennie Myrtis uśmiechniona
O! snem żelaznym, ciężko, niezbudzona...
Wieniec z róż białych na marmurze skroni,
Fiołkami całe łoże obrzucone
I kwiat kąwalij lekko trzyma w dłoni –
Oto jej łoże – gotowe – wzniesione
Jak na Hellady piękności uśpione!...
Na kwiatach bokiem leży obrócona
Jak gdyby spała ... snem lekkim uśpiona,
Jak o kochanku marzy narzeczona!...
Przy niej Leander – co się własnem dłutem
Przebił – i stał się arcydziełem własnym
Posagiem prawdy bolu!... z śmierci kutym,
Z wieńcem narcyzów i spójrzeniem jasnem…
Oboje bokiem do siebie złożeni –
Dłoń w dłoni marzą na kwiatach uśpieni…
Ach! to Terpander! jak widmo boleści
Pięknie układa i stroi ich ciała,