Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pracuje piersią, dłuta mistrzowskiego
W alabastrowy, cudny kształt niewieści –
Biedna dziewczyno ! opłacz twoje wiosny,
Już nie dla siebie splatasz w wieniec kwiaty,
Smutne twe życie i twych marzeń światy
Jak ten słowika głos tęskny, żałosny...
Pierś twoja płonie jak lampa Dianny,
Aż popielnicy stanie się – w blask ranny,
I myśl twa dzika, uorlona, smętna,
Jak fijołkowa woń, cicha, namiętna,
Wzięci – lecz wonna – nie tobie! nie tobie!
Helleńska pszczoło, snującą w żałobie...
Z boleści twoich będą poemata –
Z wnętrzów twych bólu wysnują się tęcze
A z łez twych perły dla Bachantek świata.
Co kamień rzuci w twoje sny pajęcze...
Że się już zerwie duch twój gołębicą
I tam uleci, kędy gwiazdy świecą,
Jak ptak za gniazdem tęskny i żałosny
Jako ulatującej anioł wiosny!...
Bo skał Olimpu Zeusowa orlica,
Żegluje wolno – i bladością lica
Snąć że już wiele tajemnic odgadła,
Rwie kwiat kąwalij, zapada w dumanie,
l z skały szczytu pogląda w otchłanie –
To jej najmilsza, ulubiona skała,
Tu co wieczora dumać z cytrą swoją
Wychodzi Safo...
                               Lecz dziś zadumała
Smutniej i ciszej łzy w źrenicy stoją –
Ujęła cytrę w lekko drżące dłonie,
Palce jak mrowiem przebiegły po strunach,
Tak długo grając bez pieśni marzyła,
Przeplotła ciche kwiaty po piołunach
Skarg, i jak łabędź strun ogień co plonie,
Przelata w piosnkę, którą zanuciła: