Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kraju przybywam? kto jestem? i poco?...
Okiem mu w oko cisnąłem, jak procą –
Że mu się strumień łzawy rzucił z powiek –
«Najnieszczęśliwszy z wszystkich ludzi człowiek»
Rzekłem – a on leżał w mem objęciu
I na tron powiódł – i odział w swe szaty,
Dwór hołd mi oddał – lecz gdyby dziecięciu
Już obojętne były ziemi światy…
Bo niósłem z sobą piekło w mojej duszy!...
Iskry, od których serce się rozkruszy,
Jak deszcz szatanów mnożyły się z laty!...
Już biesiadników wrzask ich niezagłuszy –
Byłem puszczykiem śród nich. W dni niewiele
Już poseł z Rzymu z groźnem zażaleniem
Stanął u króla – na duchownych czele,
Że wyklętego przyjął z uwielbieniem…
Wtedy w noc czarną kij wziąłem w me dłonie,
I nóż co miałem – zatopić w mem łonie,
Lecz z gór Węgierskich chciałem przed skonaniem
Raz jeszcze Polskę ujrzeć z zórz świtaniem!...
Rzuciłem milcząc, tajemnie te progi
I dążąc w góry na Polski granicę,
Szedłem przez lasy – skały i rozłogi,
Gwiazdy – to moje bywały gromnice...
Wśród lasu szedłem nocy za światełkiem
Robaczków świętojańskich, migającem,
Do Polski wciąż mnie górami wiodącem;
Nad kwiatów rosy gwieżdżących perełkiem –
I za koników polnych poświstami
Rozpustujących między kwiatów łzami…
Aż nagle – niewiem czy po psów szczekaniu
Które poczciwiej u nas ujadają...
O! czy po woni kwiatów które mają,
U nas piękniejszą woń gdy łąki mają,
Czy po skowronka rozpłakanym śpiewie,
Po dzwonie – czy po rozmodlonem drzewie,
Uczułem żem jest znów na Polskiej ziemi –
Czułem się jako ci, co są zbawieni –