Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A ponademną wzniósł się cień Wisławy
Na ręku miała synka co był łzawy –
Niebieskie oczy miała zapłakane
A szaty w perły łez moich odziane!...
O! na ten strój twój wypłakałbym oczy!...
Tak ci w nim pięknie aniele proroczy !...
I uśmiechnęła się – i dłoń podjęła –
I niknąc rzekła:
«Jam Cię nie przeklęła!...»
«W radości niebios ja jednam jest smutna,
«Łzy rosy sieję po tobie rozrzutna,
«O! ja Cię kocham, bom smutna po tobie
«W weselu niebios, że mnie już anioły
«Zwą siostrę uśmiechniętą w swej żałobie...»
Już więcej cierpień niż grzechu nad czoły
Ludzkiemi!... i rzekła w gwiazd konania dobie
I z złożonemi na piersiach rękami
Znikła – owiana tęczami! gwiazdami!...
Z zapłakanemim zbudził się oczyma,
I zadziwiłem się, że jej tu nie ma,
Bo zdało mi się budząc się ze łzami,
Że usta moje ktoś we śnie całował,
A ja całować nie mogłem ... ustami!...
Przetarłem oczy nieco ukojony,
Jakby mi z piersi runął duch strudzony,
Dalej powlókłem nędzne moje kości
Ku górom Węgier…
Gdzie mej waleczności
Tron Salomona był dziełem… [1]

XVI.

Stroskane
Oczy podniósłem na oblicze jego?
A gdy runie zaznał, i pytał z którego

  1. Przypis własny Wikiźródeł  W druku „dziełom” ale to zapewne literówka od „dziełem”.