Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I odgarnąłem mu włoski…
Milczałem –
Ślepy boleścią . . . . . . . . . . . . . . . . .
Potem grudami dół ten zasypałem
W nim moje życie – moje wszystko!... miałem!
l siadłem na tym grobie w zawierusze,
I krzyż mym mieczem ciosałem mu cichy,
Jak boleść serca – i wspomnienia pychy –
O! i upadłem niemy na tym grobie
Jak głaz nad grobku – niemy w bezżałobie
Bom był szalony! straszyły mnie mnichy,
Jak chmura kruków rwąca sobie, sobie
Ciało dziecięcia . . . . . . . . . . . . . .
Burza wśród boru z wichrami, grzmotami
Waliła jodły i trzęsła lasami,
Ja na dzieciątka klęczałem mogile,
Jak długo nie wiem – wiek –
Czy życia chwilę
Chciałem się modlić za nim – czy do niego –
I padłem o ziem – a gromy co biły,
I sosny w burzy modlitwę kończyły –
Którąm ro[z]począł mdlejąc dnia onego
U dróg rozstajnych ducha człowieczego!...
Wicher szamotał skroni mej włosami
Co posiwiały tej nocy bez gwiazdy...
Kołysan wichrów dzikiemi modłami
Jak orzeł co się żegna z swemi gwiazdy,
I tuż – tuż przy mnie stary dąb się zwalił –
Ale mnie nie tknął –
Bo mnie ból przywalił!...
Zdrętwiałem ciała brzemieniem...
W potoku
Żłobiąc z kałuży burz, jak pies we zdroju
l słysząc mnichów klątwy w niepokoju ,
I klątwy dzwonów co giną w obłoku
Niby zasnąłem – czym zamarł –
W tym znoju…