Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A burza milknie borów głuchym jękiem
Ciszą słoneczną – wonią – zdrojów dźwiękiem
Pierścieniem tęczy, skowronka psalmami,
Hymnem słowika – rosą i gwiazdami!...
Lecz wiosno! wiosno! aniele przymierza!..
Niech Cię rozmarzłe śpiewają potoki
Piosnka rolnika, fujarka pasterza,
Piorun i fiolek – las – gwiazdy – obłoki!...

Stopniały śniegi, z skał opadły lody,
Z radosną wrzawą ptastwo do gniazd wraca
W potokach znowu szumią górskie wody
W bruzdach zieleni już rolników praca –
Znowu zielony – świat cudny – świat młody!...
Z nad połoniny furknął nad rolnikiem
Skowronek rzewny i dzwoni w niebiosach
O swoich losach i o ziemi losach
Słońce świat martwy przebudza promykiem –
Znów na gór skroniach zielenią się drzewa,
Że w wieńcach skały jako narzeczone
Czekają oblubieńca – o! szalone!...
Zaklęte w głazy wicher burz im śpiewa!...
Lasów ich szumem ranny wiatr powiewa
I krzyczą w chmurach orły zasmucone!...
A ziemia lutnią w tych milionów głosach;
Tyś jej naciągnął o stwórco! Te strony
Co wszech harmonii objęły ramiona
Świat w szumie wód, i w pól cichości kłosach
Raz ciszą nucisz, raz ciskasz pioruny,
Daj i mej pieśni dopieśnić się z łona
Niech się w te glosy w plecie w świt zarania
Niech tam zaleci – falą stóp twych skona
Jękiem miłości – skonem zmartwychwstania!

O górska wiosno! o porannej chwili,
Kiedy na Ciebie spójrzy słońce rzewne