Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Anioły wichry pętają koleją,
Ziemia drga szalem, szatani się śmieją
Tam chmur królowa! to niebios organy –
Na niej anioły grają chorał burzy
Ich piszczałkami dębów las co wtórzy
Akkordy gromów, wichrów urragany
Walką żywiołów o raj obiecany!
Muzyką piekieł arf biją akkordy,
Jak gdyby anioł na sąd ostateczny
Zwoływał duchów zszataniałych hordy
Jakby w posadach trząsł się świat, słoneczny!...
Oczy błyskawic, nawałnic szemranie
Co lecą na świat – życiem ich – konanie!
A pieśń ta dzika jako ludów dzieje
O! dziwnie długo walka straszną pieje!
Ziemia to kościół – a niebo sklepienie
A burza, święta, wiosny rozpocznienie!...
Lecz już po skałach staczają się grzmoty
I przepadają Milionem odgłosów
Jakby waleniem Babelu! – z niebiosów
Chmury już lecą, w krainy ciemnoty
Jak trzody dzikie, ryczące po błoni –
Jedna za drugą coraz prędzej goni,
Jeden obłoczek jeszcze się ogląda
I zaczął płakać ... o! czegoż on żąda
Jak naród który wśród narodów działu
Nic niema – prócz nagości swego ideału!...
Tulą się bory szumem rozczochrane
Jak morze dzikie i rozkołysane –
Wyjrzało słońce – ryk się z dala wtórzy,
Ono pięknością uśmiecha się burzy!
Po skałach, po rozdołach wichry swoje woła –
Umilkł szatan – już cisza – kolej na anioła –
Tam na chmurach błysnęła siedmiobarwna tęcza,
Co ziemię jak kochankę niebu znów zaręcza,
Szumi huk górskich zdrojów, z skał na skały goni,
Jak naród ciemiężony, co się dorwie broni!...