Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z dłońmi na piersi stój – bo wszystko minie – –
A duch – i piękność jego – nieprzeminie!...
Onego czasu czyś widział w naturze
Niedzielę niebios, klejnot ziemi – burzę?...
Burzo! Kochanko pierwsza mojej duszy!...
Której przez całe życie byłem wierny –
Z tobą ja lecę – grom twój mnie niegłuszy
Do końca duch mój ptakiem!... i pancerny
W sieciach piorunów śle radości krzyki!...
Jak burza dziki!... wolny!... jak grom dziki!...
Patrz! Tam na niebie ta olbrzymia chmura
Jak tytanicznych duchów wielka córa
Czarna i dzika!... cicha i ponura!...
Na barkach wiatrów sunie się wleczona,
A za nią wichrów chór, co ssie z jej łona!...
Jak gniewna lwica gdy ssące szczenięta
Pierś jej pogryzą – ryknie, i z paszczęki
Błyskawic łoną zionęła! wstrząśnięta
Grzywą zatrzęsła dzika – a zniej w jęki
Spadły po skałach deszczowe promienie
Na ścian zieleni, jak srebrna firanka –
Tak każda kosę swą rozplotła chmura,
Wkoło! jak Furia dzika zemst kochanka,
Jak by sto Furii – kiedy razem siędą,
I swe warkocze własne z bolem przędą
I przetykają błyskawic niciami,
Targane wiatrów wściekłemi zębami!...
Ale na czele ich królewska chmura
Leciała wielka, nito ogni góra!...
A na niej burzy klęcząc aniołowie
Z Łuków, piorunów, wypuszczone strzały
Ciskają w okół, ze ryknęły skały
I lasy lasom ryk ten podawały
W wieńcu błyskawic na natury głowie
Co rozszalała z piekłami się mierzy!...
Zerwał się sosen bór – jak tłum rycerzy
Co chcą iść naprzód – pragną! a nie mogą!...