Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na nich się śpiące mewy kołysały
Jam przy trupie Waltera w zimnym czoła pocie
Leżał w łodzi – w ramiona go jak wąż obwinął
Po raz ostatni ustami drżącemi
W niebieskie usta jego się wpoiłem
I kiedy śmierci słodycze z nich piłem
To zdało mi się żem w niebiosy płynął –
I nic nieczułem – niemy – ślepy – byłem!...
Tak po księżycu łódź morzem? Leciała
A przy nas siedząc rozpacz wiosłowała
I w księżyc okiem żarzącem patrzała –
Jej marmurowo szatańskie oblicze
Tyle mi wtenczas dawało pociechy –
Żem jej dłoń jedną oddał w jej dziewicze
Dłonie, na wieczne, rozpaczy uciechy –
A ona wiatru powiewem szeptała
O! pięknyś w bolu twego rozszaleniu
Moim ty będziesz na wieki!...
Śpiewała
I kruczą kosą szyję obwiązała
Moją, w szalonem swojem omamieniu
I w oczy moje patrzyła namiętnie
A ja jak dziecię z niej się śmiałem – smętnie!...
O! to musiała by chwila straszliwa
Kiedy się rozpacz we mnie zakochała
I po raz pierwszy stała się szczęśliwa
Jej mamurowa twarz – poanielała –
I jam mą głowę złożył na jej łonie
I płacząc do niej przytuliłem skronie
Ona mnie jedna – jedna rozumiała!...
W tem się porwałem – księżyc gasł za chmury
I gwiazdy bladły – więc niemy – ponury
Porwałem ciało druha niemośpiące
O! tak anielsko ku mnie się śmiejące –
Tak bez litośnie! samolubnie śpiące!...
I wzniósłszy w górę na silnych ramionach
Które mi rozpacz teraz podpierała
Rzuciłem w morze! ... fala zaszumiała –