Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wśród trupów – pojrzę…
Przebóg sędzio świata!..
Rozdarłem szatę w dziki śmiech wariata
I pierś rozdarłem rozpaczy szponami
A oczy zaszły mi krwawemi łzami!...
Tam trup Waltera leżał!... uśmiechnięty
Żelazem wroga – w samo serce pchnięty –
............
............
O! za cóż na mnie boleści lawino
Spadłaś piekielnym ciosem z tą godziną!
O! Czemuż wieczną nie oślepłem nocą
Zanim szatańską w serce wziąłem procą!...
A od tej rany – piekło we mnie jękło –
I zszataniałem!... bo mi serce pękło –
I jak wąż padłem w boleściach bez miary –
Bluźniłem – szatę rozdarłem mej wiary
I w mojej duszy lamentach – zniemiały –
Głowem opuścił – bólem zszataniały –
Niewiem jak długom tak leżał i życie
Klął niemym głosem – piersi piekła głosów –
Lecz gdym się zbudził, księżyc po błękicie
Sunął się jasny w szafirze nie biosów,
Oświecał jasno ciche srebrne chmurki
I szedł pomiędzy gwiazdy – ciszy córki
A z łez mych dzikszy strumień niż ten! bieżał –
Przy mnie mój Walter!...;
Nie!...
Trup jego leżał!...
A duch mój z ciała za nim już wypływał
Z tęsknotą ach! o jakiej się nie śniło
Tu żadnej matce!...
Z dali dolatywał
Śpiew po nad świeżą rycerzy mogiłą…
Ta chwila dla mnie pochłonęła wieki!...
Umarłem – żyłem już – życiem kaleki –
A śpiewy rosły, zbliżały się tłumnie
To nasze hufce z Zachodu!...