Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz żołnierz mój był swym zapałem młody –
Więc od boleści wściekły jak się rzucił,
Wśród jęków ofiar na trupów się wale
Wznosił ku murom i w boleści szale
Szturmował – i cześć muru już wywrócił.
Krzyk – wrzask i jęki – piętrzą się drabiny,
Na mury drapią się, i kamieniami
Strąceni lecą z jękiem boju syny
Ale konając wznoszą pieść ranieni…
I jak poczęli taranami walić
Pierś baszty pękła – brama wywalona
Padła ze grzmotem – padając przywalić
Musiała mnóstwo, bo jako szalona
Krzyknęła jednym wrzaskiem baszta cała –
I jako Rzymska w rozpaczy matrona
Na piersi – muru szatę rozdzierała;
I dymu słup już wystrzelił w niebiosy,
A tłum w niej dziko zawył w niebogłosy
A dym jak warkocz jej rozwiany w dali
Leciał w obłoki – szalał w wichrów fali…
I z murów jedni w ucieczce stłumieni
Drugich spychali w rozpaczy szaleni
Że jak szatani swoich wysokości
Z wrzaskiem padając targali wnętrzności
I oczy pełne śmierci wznosząc w górę
Konali wznosząc okrzyki ponure –
I wpadli nasi bramą wywaloną
Już płomieniami dymu ogarnioną
Dzwony biją,
Matki wyją,
Trwożne o dzieci los…
A sztandar krwawy
Krzyżowej sprawy
Powiał na murach w radości głos! –
Wpadliśmy w miasto – a czerń ulękniona
Te strupieszałe praprawnuki Romy
Jęły uchodzić w głąb miasta –
W odłomy