Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Murów i bramy wdarłem się z piechotą –
Wiedziałem jak tam słabą walczył rotą
Cesarz Aleksy – i swą wielkość – kłamał!...
Więc się na duchu prędko żołnierz złamał
W Państwie gdzie ludzi robactwo skarlałe
Wielkiego trupa Romy roztaczało
A nędze ducha, swego spotworniałe
W purpury szmaty zręcznie drapowało!...
I wrzask zwycięztwa zatrząsł o te mury,
O starych domostw Bizanckich ulice
l aż na morzu, skonał!...
I przyłbice
Wznieśli żołnierze w górę z dzikim krzykiem
Jak lew co puszcz przeraża swym rykiem –
W komnatach Cesarz chronił się strwożony
Dokoła tłumem trwożnym otoczony
Od niedobitków garści – zwyciężony!...
Cesarz on pyszny pokornie posłował,
Pytając ile zażądam okupu?
Byle po domach żołnierz nie rabował
Nie krzywdził niewiast, niewydzierał łupu –
Z dumą’m odegnał chytre posły Greka,
Co truje zdradą – a w boju ucieka;
Rzekłem że czekam tu na bratnie szyki
Co na wschód iść mają z zachodu –
I przejdziem tylko jako wojowniki
Przez tłuste Państwo Cara, Carogrodu,
Niechaj nas tylko przechowa bez głodu,
I nieotruje pod tą pomstą miecza!...
A da nam tylko okrętów i łodzi –
Któremi bracia wylądują młodzi
On niech nam tylko – czas ten ubezpiecza…
A wtedy Cesarz świtą otoczony
Złotym pancerzem świetnie uzbrojony
Przyszedł powitać nas pod namiot biały –
Na jego hełmie krwawe pióra wiały –
I skłonił głowę – schyliły się pióra
Słowy miejskiemi z uśmiechem nas witał