Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


O! długo szedłem po różnych krainach,
Różnych ojczyzny ludzi przebiegałem,
I różnych krain naturę badałem,
Byłem wysoko, i byłem w głębinach
Dość, że daleko stroniłem od ludzi
Których obecność i nęka – i nudzi – –
Młodości moja!... pierwszy przyjacielu!...
O! śnie mój złoty, raju mej pamięci,
Ku tobie myśl ma błąka się bez celu
Dla ciebie jeszcze – łza się w oku kręci
Ostatnia w oku – co łzy swe spłakało
Wszystkie i serce krwią spiekłą zczerniało!...
Nie łam na ustach milczenia pieczęci –
Bo ona wielka! i krwawa! i święta!...
Inna jak wrogów mych gawiedź przeklęta!...
Idąc po latach mej długiej podróży
Ja błędny rycerz zabłądziłem w borze
Bór szumiał głosem piorunów i burzy
I błyskawice drogę mą znaczyły –
Przedemną dęby wichrem się waliły –
Szedłem noc długą, aż poranne zorze
Pogody cichej trysnęło promieniem…
I szedłem dalej wśród skał i zarośli
Sam i samotny – i smutny stęsknieniem,
Sam jeden w puszczy, sam z życia wspomnieniem
Lecz ni ślad ptaka, ni ślad nogi oślej
Ni ślad człowieka na skale niebłysnął
Nademną błękit gwieździsty już zwisnął
Przedemną puszcza, znów wieczór, i droga!...
Tak krocząc długo, długo, utrudzony
Jak muł schyliłem w zadumaniu głowę
Tonąc myślami w naturę i Boga –
I w tajemnice życia zagrobowe…
Wtem kędyś z dali, szum głuchy, szum głośny,
Ucho me w ciszy borów dosłyszało
Huk jak głos grzmotu dziki i donośny
Którego echo gdzieś w skałach konało...