Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Rzuciłem wcześnie jak orzeł me gniazdo
Bo serce orła w niej piersi gorzało,
I jak dzwonu za mą jasną gwiazdę
Jam powędrował gdzie natchnienie gnało –
Jakiemiś głosy bezbrzeżnej tęsknoty,
Choćby piekłami – gdzie na szczyt – Golgoty!...
Lecz jam niepłakał odchodząc z mej wioski
I za mną wątpię by jaka źrenica
Łzę upuściła!... chyba pełen troski
Staruszek jeden – i jedna dziewica!
Bo ja niekochał tych co mnie kochali,
Bo nie kochali jak ja kochał, innych
Co nie kochali kochani!...
Z dziecinnych
Progów uchodząc w wiosny życia fali
Porwał w dłoń mą kij pielgrzyma gruby
I poleciałem, gdzie oko poniosło!...
Niewiem czy życia czyli pragnąc zguby
W burz życia wałach, serce moje wiosło!...
I czarę życia do was wrogi moje
Pijąc, wam powiem dla waszej radości
Żeście zatruli dni mojej młodości
l w piołun kwiatów mych przetkali zwoje –
Czarę wypitą ciskając za wami
Wiem że niegodna miedź waszego czoła
By się strzaskała na biel – czerepami
Was kaleczyła, jako apostoła
Klątwa co wstrzęsła Safiry trzewiami
O! wiedzcie tylko dla pociechy waszej
Że tu w żadnego serca z żywych ludzi
Tyle goryczy w serca krwawej czaszy
O każdej chwili i zawsze i wszędzie
Nie było, nie ma – i nigdy nie będzie –
I to lwa dumy mojej ze snu budzi!...
Bo wszystko można o! wszystko przebaczyć –
Ale zapomnieć – o! gdyby to można…
I serca, noża karbami nieznaczyć
Co ostrzy życia głazów treść bezbożna!...