Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


O! jakże błogo pooglądać po burzy
W tęczę pokoju miłości oczyma,
Fale już cichną – czasem łódź się znurzy
Umilkły wichry – i grzmoty skonały –
Po falach lecąc jak szałem olbrzyma
I fale szmerem modlitwy szeptały…
O czyż urokiem źrenic Eufrozyna
Gromy i wichry nagle rozchmurzyła?
A barwy tęczy jak jej oczy rzewne
I jak jej lica barwy jej różowe –
Jak jej warkocze obłoki powiewne
Tak jak jej uśmiech drżące i perłowe…
I barw akordem zachwycają oko –
I morskie ptastwo już wzlata wysoko,
On złożył wiosło – i łódź sama płuży
On by tak płynąć chciał … o! jak najdłużej,
Przez niemą wieczność w objęć wniebowzięciu
Patrząc w swe oczy … jak dziecię dziecięciu
Pod palmą niegdyś!............
............
Tak łódź sunęła … w tem Eufrozyna
Oczy zakryła rękoma drżącemi,
O! w snów potworach takich potwór nie ma
Jak me wspomnienie na jawie – na ziemi –
Gdybyś ty wiedział Gabryelu … o nie!
Niezaznaj nigdy tych męczarń katuszy –
Niech ci się obraz ten nawet w snach duszy
W noc nieprzesunie … niech we mnie utonie –
Ha!... com ja czuła u szczytu tej skały…
Tam wrzawa ptastwa … i fale szumiały –
Pionową otchłań tuż pod stopą miałam
I w jednej chwili w głąb spójrzałam
Już skrępowana – leciałam –
Leciałam –
I zaszumiała toń fali pode mną
I nie wiem co się dalej stało ze mną –
Wszak żaden z duchów nie podał mi dłoni?...