Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Czułam jak we śnie – że podemną głębie –
Że gdzieś przepadam w nieskończoność toni,
Ą tyś przypłynął ... po burzliwej błoni...
Bo miłość dała mi skrzydła gołębie!
Ha! za te męki ... patrz tam ... tam w oddali
Jeszcze z daleka ruina się pali,
Jeszcze ta krwawa łóna nie przygasła,
Co naszych powstań wywołała hasła…
Oh! jakie niebo jej płomień zakrwawia!
To chwila wielka! chwila co nas zbawia!
Teraz nasz tyran runął w proch nicości
Orzeł nasz skrzydła rozwija w wolności,
Reszta Seraju jego się dopala
I gmach za gmachem z łoskotem się wali.
Wszystko pochłania pożarowa fala
A płomień jeszcze wielkiemi raniony
Modli się zemsty! zemsty, nieskończonej! –
Morze płomieni! ty z źródła niewoli –
Ty ledwie zemścisz – morze łez, krwi, trudu!...
I mścić narodu krzywdy to nie boli,
Gdzie tyran zdeptał święte prawa ludu!...
A tam u szczytu – nad najwyższe gruzy –
Widzisz?... o odwróć boskie twoje oko,
To ten co Ciebie z tamtych skat wysoko
Strącił w te głębie!... ha! to jego głowa
Płonie ... ha! jeszcze z niej bryzgu krew nowa –
Tam gdzie półksiężyc skrzy jej węgiel duży...
Już spadła w płomień ... i głos nam wtórzy,
Krzyki zwycięzców, zwyciężonych głosy
Co razem zlane biją pod niebiosy –
Jak jedna lutnia co w strunach swych mieści
Hymny rozkoszy – i krzyki boleści!...
O luba moja łza gwieździ w tem oku –
Odwróć się odwróć od tego widoku –
Przegrzmiał dzień straszny, i rozpacz i troska,
A sercom naszym los wrota otworzył,
Bo miłość nasza jedyna – i boska
Jak Bóg ten! co nas tu dla siebie stworzył...