Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zbiegają się inni bogowie; Ares, bóg wojny — pamiętam! — najsrożej na nas nastawał, mniemając słusznie, że nasze zwycięstwo wawrzynom jego koniec położy. Ćwiczył nas także pękami winokrzewu i piekącymi płyny oblewał Dyonizos, bożek rozpusty i pijaństwa; Eumenidy i harpie smagały wężami, piekły pochodniami, szczuły hydrami swojemi; Faeton nawet, ten złoty młodzieniec Olimpu, trwożąc się o swobodę swawoli i zbytku, zmiażdżyć nas usiłował kołami wozu i kopytami swoich rumaków; nawet dumna Artemida wypuściła na nas zawziętą swą psiarnię; a zmysłowa Afrodyte z wdziękiem, lecz zajadle, różowe swe paznogcie w oblicza nam zatapiała. Jak długo trwała ta zażarta walka? chwilę, czy wieki? Mniejsza o to; gdyż przyszedł moment, w którym bracia moi, rozbrojeni, ze zmiażdżonemi czaszkami, albo skrępowanemi ramiony dokoła mnie legli, ja zaś ostatni i sił ostatkiem ku samemu Zeusowi dotarłem i już, już tkwiącego mu w dłoni łuku z gromową iskrą dotykałem, gdy runął na mnie straszliwy, niezmierny ciężar, pod którym ległem. To Zeus z ziemi Etnę wyrwał i nią mię przywalił! Zwyciężył. Jam pokonany, w więzach spływają mi wieki. Żywię się gniewem, piję rozpacz, a mózg i serce wyżerają mi moje własne, tytaniczne a bezczynne siły!
Umilkł. U podnóża ciemnej skały Galatea stała